Cześć, jestem Tomasz!

Wydanie książki, a konkretnie powieści, było moim marzeniem od czasów studiów na łódzkiej filologii polskiej, kiedy to definitywnie zerwałem z pisaniem poezji (khe, khe!) i postanowiłem zająć się prozą. Spotkałem tam profesora Tomasza Bocheńskiego, który stał się moim mentorem, jeśli chodzi o pisanie. Debiutowałem wtedy, w 2009 roku, w łódzkim kwartalniku literacko-artystycznym „Arterie” opowiadaniem Dziecko z Farrevell. Był to w zasadzie palimpsest – właściwe „dziecko” zostało obśmiane w czasie publicznego odczytania, ze względu na skumulowanie nieszczęść oraz okropności w stosunkowo krótkim tekście i skończyło w szufladzie. Inny tekst, pierwotnie zatytułowany List z pociągu, dostał ten tytuł i spodobał się redaktorom „Arterii”. Niestety, periodyk ten nie wypłacał honorariów autorskich. Potem upadł. Nie wiem, czy należy łączyć te dwa fakty.

1

książka opublikowana

50 tys.

wyrazów

334 tys.

znaków ze spacjami

Wariograf

Po kilku ładnych latach od skończenia studiów, bogatszy o nowe doświadczenia, zacząłem znów spontanicznie pisać. Już bez zachęty, jakie stanowiły różnego rodzaju warsztaty pisarskie, ale za to z większą swobodą i potoczystością. Przez wiele lat prowadziłem dzienniki, ale to mi nie wystarczało. Potrzebowałem czegoś bardziej literackiego. Tak się akurat złożyło, że moje przebudzenie twórcze zbiegło się z czasem moich warszawskich studiów podyplomowych. Poznałem tam redaktora Piotra Dobrołęckiego, któremu wysłałem, zupełnie nie w celu publikacji, dwa moje najnowsze opowiadania. Okazało się, że pan Piotr jest redaktorem naczelnym kwartalnika literackiego „Wyspa” i opublikował mi te teksty. To zmobilizowało mnie do dalszego pisania. Kilka kolejnych opowiadań wyszło na łamach tego warszawskiego czasopisma, a ja nie przestawałem pisać, nawet gdy opowiadania nie były publikowane.

W ten sposób zgromadziłem na tyle dużo tekstów, że postanowiłem złożyć je w książkę. Nie powieść, ale zbiór opowiadań – na powieść jeszcze przyjdzie czas. Założyłem zbiórkę crowdfundingową na wydanie książki i znalazłem Wydawnictwo Anagram, które zdecydowało się na wydanie mojego Wariografu. Pieniądze ze zbiórki poszły na redakcję i skład, całą resztę sfinansowało wydawnictwo. Premiera warszawska w Klubokawiarni Międzypokoleniowej odbyła się w październiku, a łódzka w Mediatece MeMo na początku grudnia 2023 roku.

Moja debiutancka książka doczekała się dodruku, została wysłana jako propozycja do kilku ważnych nagród literackich (nikt się na niej nie poznał…) i jest nadal dostępna w wielu księgarniach internetowych po morderczych – dla księgarń stacjonarnych, małych wydawców i szeroko nieznanych autorów – cenach. Była ze mną na dwóch targach książki – w Opolu i w Krakowie.

Radogoszcz, czyli świat

Jeszcze przed wydrukowaniem Wariografu zacząłem pisać opowiadania do kolejnej książki. Wymyśliłem, że głównym bohaterem tego zbioru, a w każdym razie miejscem akcji, będzie szeroko pojmowany Radogoszcz, czyli najbardziej wysunięta na północ część łódzkiej dzielnicy Bałuty. Przemieszkałem tu większość życia, najpierw na Radogoszczu Wschodzie, obecnie na Zachodzie. Mam sporo doświadczeń z tymi terenami, a przygotowując się do napisania książki poznałem wiele, nowych dla mnie, historii i legend. A bezpośrednim impulsem do pisania o tym, co tu i teraz, były dwa artykuły w porannej gazecie internetowej, jeden o możliwym rozszerzeniu się wojny na Ukrainie, drugi o prawdopodobnym konflikcie między Stanami Zjednoczonymi a Chinami, z Tajwanem w tle. Poczułem przynaglenie, które mieli różni pisarze na przestrzeni dziejów, żeby uwiecznić ten świat, w formie, w jakiej jeszcze istnieje. Chciałbym więc ocalić mój Radogoszcz.

Dlaczego piszę?

Pisanie jest dla mnie ważne. Konstytutywne. Sprawia mi przyjemność. Jednak poza wszelkimi funkcjami autoterapeutycznymi, jest także formą komunikacji. Szlachetną formą – jak mawiał mój wujek, również filolog polski. Czyli chcę się porozumieć z drugim człowiekiem, z Czytelnikiem, postacią na poły mityczną, po części jednak bardzo realną. I jakkolwiek pisze się dla samego siebie, należy jednak wziąć pod uwagę fakt, że pojawi się jednak jakiś odbiorca, który przeczyta nasze słowa. I dobrze by było, żeby tego kogoś zainteresować, wzruszyć czy – to najtrudniejsze – rozbawić. Żeby dostarczyć mu wrażań estetycznych. Bez Czytelnika nie ma książki. Ona rodzi się dopiero w jego umyśle. Pisanie nie ma sensu bez czytania.

Tomasz Krakowiak

pisarz i redaktor