Wywiady

Wywiad w Radiu Opole
przeprowadzony 8.06.2024 r. w trakcie Festiwalu Książki Opole 2024
(TRANSKRYPCJA)

Witold Sułek: – Drodzy Państwo, razem ze mną w studio jest Pan Tomasz Krakowiak. Dzień dobry.
Tomasz Krakowiak: – Dzień dobry.
WS: – Chociaż Krakowiak, to z Łodzi, jak zdążył powiedzieć. Przyznaję, że fajne hasło reklamowe: Tomasz Krakowiak z Łodzi.
TK: – Tak, często się tak przedstawiam, właśnie. Tomasz Krakowiak, Łódź. To już zauważył Pan Piotr Dobrołęcki z Warszawy, redaktor naczelny „Wyspy” i „Magazynu Literackiego Książki”, że właśnie tak się przedstawiłem jego znajomej. I właśnie to był „Tomasz Krakowiak, Łódź”. Tak że taka afiliacja od razu poszła. Myślę, że moi przodkowie pochodzą z Krakowa albo z okolic, i gdzieś tam to nazwisko wędrowało aż do Łodzi.
WS: – No i tutaj od razu wyjaśnię, bo ci, którzy byli na Festiwalu Książki w Opolu mogliście pana Tomasza spotkać. Bowiem przyjechał pan na Festiwal ze swoją debiutancką książką Wariograf, która jest zbiorem opowiadań. To, że te „Opowiadania” mamy też pod tytułem. Opowiadania zwarte, krótkie, gdzie pojawiają się bardzo różne motywy, bo są jakieś baśnie, legendy, a z drugiej strony to nie są to baśnie i legendy. Wariograf sugeruje, że podpiął się pan, albo podpina czytelnika albo samego siebie, czy mówię prawdę, czy opowiadam wam coś prawdziwego, prawdziwe historie, czy nie. I te historie w gruncie rzeczy są bardzo chyba też taką troszeczkę wiwisekcją, mówieniem o sobie, swoim życiu, przyjaciołach, ważnych w życiu zdarzeniach.
TK: – Tak, w tej książce jest sporo mnie, mojej biografii, ale starałem się też zawrzeć trochę fikcji. Fikcji, czyli fałszu.Czyli tego, co jest kwintesencją literatury, wyobraźni, fantazjowania. Tak że wariograf może być zarówno dla autora, jak i czytelnika taką właśnie próbą dowiedzenia się, czy ich myśli, wspomnienia, uczucia, emocje są prawdziwe czy fałszywe. A z drugiej strony wariograf może sam siebie obsługiwać. I wtedy jakby pokazuje, które fragmenty są fikcją, fałszem, a które fragmenty są prawdą. No to może najlepiej autor jakby wyśledzić, chociaż bliscy – rodzina i znajomi – też odnajdują tutaj różne tropy z mojego życia.
WS: – No tak, bo jest tutaj też troszeczkę o pana mieście. Bo jest o Łodzi, na przykład, mamy taki fragment: „Niektóre źródła utrzymują, że Bruno Schulz w Łodzi był przynajmniej raz. Jeśli był u tej pianistki w tej kamienicy, to jaka relacja ich wtedy łączyła.” Tego nie powiemy. Czyli ważne wydarzenia, ważne miejsca w pana mieście są też istotne. No i ludzie – bo przecież nie żyje pan tam sam w tej Łodzi, spotyka pan ludzi, mija, portretuje ich też troszeczkę. Jest tutaj takie opowiadanie Mim pod naszą księgarnią.
TK: –Tak, no to taki słynny w Łodzi mim, znany przez kilka pokoleń łodzian. Stał na Piotrkowskiej przy skrzyżowaniu z Andrzeja i Tuwima. Uruchamiał się, czyli zaczynał swoją pantomimę w momencie, gdy ktoś wrzucał monetę i ona brzęczała w walizeczce. No i miał w jednej ręce dzwonek i ten dzwonek tak perliście dzwonił. Wtedy on wykonywał wtedy taki trochę meczaniczny, robotyczny taniec, właśnei jakby był marionetką. I ludziom się to bardzo podowało i jakby kolejne osoby wrzucały te monety, aż do momentu, kiedy pan mim postanowił, że jednak już kończy i pakował się w plecak i udawał się piechotą wzdłuż Piotrkowskiej, w górę czy w dół.
Tak, a jeśli chodzi jeszcze, nawiążę do wcześniejszej myśli. No to, moja wydawczyni, Magdalena Koperska z Wydawnictwa Anagram, właśnie też stwierdziła na jednym z pierwszym spotkaniu autorskim, że Łódź jest tutaj bohaterką, jedną z bohaterek. Ja byłem trochę zaskoczony tym pytaniem, bo pisałem to bez takiego przeświadczenia, że to właśnie jest jakoś o moim mieście. A jest tam sporo tekstów, które zahaczają o ulice, o konkretne miejsca, o konkretnych ludzi. Tam jest taki cały cykl Zjedz śniadanie i zostań w tym mieście.
WS: – Tak, i zaczyna się od Kretom szył buty. Przyznaję, że tytuły ma pan naprawdę świetne tych poszczególnych opowiadań, bo one intrygują. Ktoś myśli sobie „zostań w tym mieście”, będzie o Łodzi. Ale kto „kretom szył buty”? No może to jest historia jakiegoś łódzkiego szewca, który gdzieś tam obok pana mieszkał, do którego być może pan z żoną chodził buty rzeczywisie reperować. Ale co z tymi kretami?
TK: –

[…}


Wywiad dla kanału Iza w Krainie Słowa
przeprowadzony 25.10.2024 r. w trakcie 27. Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie
(TRANSKRYPCJA)

Izabela Pichla-Kapuściok: – Proszę Państwa, niespodzianka, totalnie, absolutnie z łapanki. Tomasz Krakowiak, świeżynka na rynku wydawniczym. Twoja pierwsza książka, debiut, taki w ogóle, w ogóle?
Tomasz Krakowiak: – Tak, moja pierwsza książka, debiut literacki, wcześniej nic nie wydałem książkowego. Wydałem opowiadania w kilku czasopismach. W „Arteriach” wydałem mój debiut czasopiśmienny i w „Wyspie”, w kwartalniku literackim „Wyspa” warszawskim wydałem też kilka opowiadań. Ale to jest debiut książkowy, moja pierwsza książka w życiu. To było jedno z moich marzeń – wydać książkę. To miała być powieść, ale jest w końcu zbiór opowiadań. Do powieści jeszcze muszę trochę dojrzeć, bo to nie jest taka łatwa forma. Obecnie piszę drugą książkę z opowiadaniami, bardziej taką lokalną, umiejscowioną w miejscu, gdzie się wychowałem i gdzie żyję obecnie. Jest takie osiedle Radogoszcz w Łodzi, na północy. I właśnie tam mniej więcej wszystkie opowiadania się rozgrywają. A kolejny jeszcze projekt to mam właśnie projekt powieści. Ale to jeszcze, na razie się obczytuję w literaturze.
I P-K: Super, to są Twoje pierwsze targi książki, i jakie wrażenia?
TK: Jako autor to są drugie targi, byłem w tym roku w Opolu. Tutaj w Krakowie, powiem szczerze, myślałem, że będą większe trochę te targi, jako międzynarodowe, i z tego co słyszałem, że będą większe niż warszawskie. A jest tak, no, te dwie hale, okej, ale tak się da przejść w miarę szybko, jak nie ma tłumu.
I P-K: Zdradź mi te kanały, którymi chodzisz, bo ja z jednej hali do drugiej szłam piętnaście minut.
TK: No, najlepiej się chodziło, jak przyszedłem tu koło 9:30, już wpuszczali wystawców, autorów, jeszcze nie wpuszczali tłumu. Więc wtedy sobie przeszedłem przez większość stoisk i zakupiłem już pamiątki, tam, dla córki książkę i maskotkę – kupiłem tatusia Muminka…
I P-K: Super. Ja tutaj widzę na tyle okładki: „Wielka radość, gdy pojawia się nowy autor i widać, jak się rozwija. Dlatego warto go czytać!” – Piotr Dobrołęcki. Świetna rekomendacja.
TK: Tak, pan Piotr był jednym z ojców chrzestnych mojej książki. Po prostu, poznałem go na studiach podyplomowych Polityki wydawniczej i księgarstwa i on sam zasugerował nam, słuchaczom, żebyśmy nawiązali z nim współpracę. Na początku nawiązałem tę współpracę taką bardziej służbową, z mojej pracy, zrobiłem po prostu artykuł historyczny o moim wydawnictwie, w którym pracuję – Wydawnictwie Politechniki Łódzkiej. A potem jakby, na skutek różnych perturbacji, przesłałem mu także literackie swoje teksty. Na co on odpisał, żebym przesłał też biogram, że takie rzeczy puszczają w „Wyspie”. I to był właśnie mój taki po kilku latach od „Arterii” w czasie studiów, to był taki pierwszy tekst, który wydałem właśnie w czasopiśmie.
I P-K: To jest fantastyczna historia. Oddaję cię czytelnikom. Bo była tu Magdalena Koperska przed chwilą, więc muszę go oddać szefowej. Pięknie ci dziękuję, z wami się widzę za chwilę. Do zobaczenia.
TK: Do zobaczenia. Dziękuję.