Czy jestem pisarzem? Bynajmniej. Pisarz pisze codziennie. Codziennie pracuje nad słowem. Tak jak codziennie pracują w swoich dziedzinach: malarz, piekarz czy lekarz. Ja jestem co najwyżej oddychaczem, jedzaczem, spaczem, chodzaczem do pracy.
Pisarz pisze i publikuje, ma wiele projektów za sobą i wiele przed sobą. Ja jestem autorem jednej książki prozatorskiej. Piszę wprawdzie drugą, ale idzie mi to jak krew z nosa. Już dwa–trzy lata się z tym męczę, ale nie dlatego, że materia jest trudna, tylko dlatego, że nie potrafię zaplanować czasu na pisanie, a gdy już piszę, to od przypadku do przypadku, raz na kilka miesięcy.
Pisarz czyta literaturę, którą uważa za piękną i pisarzy, o których sądzi, że są ważni. Ja czytam mało, chaotycznie i fragmentarycznie, zaczynam dziesięć książek i nie kończę żadnej. I ciągle kupuję nowe, tak jakby posiadanie danej pozycji już predestynowało mnie do znajomości jej treści. Mieć, zamiast być.
Pisarz ma swoją rutynę, swoje nawyki, swoje ćwiczenia duchowe. Ja, co najwyżej, mam swoje uniki, wieczne „nie mam czasu” czy „jestem zmęczony”.
Kiedyś uważałem się za pisarza. No bo jednak napisałem książkę, bo przecież od czasu do czasu piszę, nieraz chodzę na jakieś warsztaty pisarskie. Jednocześnie wmawiam sobie, że nie mogę pisać codziennie – bo praca, bo rodzina, bo dodatkowe fuchy, inne pasje, wolontariaty. Takie usprawiedliwienia. Takie wymówki.
Powiedzenie sobie „jestem pisarzem” jest ważne, konstytutywne dla kogoś pretendującego do tego tytułu. Kiedyś długo nad tym pracowałem, by w to uwierzyć, by to sobie powiedzieć. Dziś mi się to rozmyło, rozpłynęło. Dziś już nie jestem taki pewien. Więcej – dochodzi do mnie, że nie jestem i nigdy nie byłem jeszcze pisarzem. Że to było tylko wmawianie sobie, żałosna afirmacja, w stylu: „I’m successful, I’m powerful, I’m handsome, I’m happy!”. Wiadomo, że tak nie jest, ale utwierdzamy się w tym i w końcu zaczynamy w to wierzyć, niezależnie, czy to jest prawda, czy nie.
Ale po co właściwie miałbym być pisarzem? Do czego potrzebna mi ta etykieta? Żeby się dowartościować? Żeby zrównać się z takimi tuzami pisania, jak Hemingway, Dostojewski, Flaubert czy Proust? Żeby karmić swoje ego?
Pozostańmy przy definicji z początku tego tekstu. Rzeczownik z zakończeniem „-arz” oznacza wykonawcę danej czynności, przedstawiciela konkretnego zawodu, który realizuje się w codziennej pracy. Pisarz pisze, malarz maluje, piekarz piecze, lekarz leczy. Nie jest malarzem ktoś, kto namalował jeden obraz. Piekarzem, kto upiekł jeden chleb, czy lekarzem, komu się udało uleczyć jednego człowieka. Tak samo z pisarzem. Jeden raz mógł być przypadkowy albo zupełnie amatorski. Cała tajemnica tkwi w permanentnym zajmowaniu się daną dziedziną i w przynoszeniu konkretnych, wymiernych owoców swojej pracy.
Tomasz Krakowiak
