Wymyśliłem sobie, pewno nie ja pierwszy, sposób oceniania książek po przeczytaniu ich pierwszych pięćdziesięciu stron. Dziś wziąłem na warsztat dwa nagradzane debiuty literackie – Pustostany Doroty Kotas z 2019 roku oraz Prawdziwą historię Jeffreya Watersa i jego ojców Jula Łyskawy z 2024 roku.
Zacznijmy od Prawdziwej historii Łyskawy (ur. 1984). Pozycja ta znalazła się w rubryce „Zachwycający debiut” w „Książkach. Magazynie do czytania”, zdobyła Paszport Polityki w kategorii „Książka” (kiedyś „Literatura”), autor zdobył tytuł „Odkrycie Empiku 2024”, a zapewne w 2025 roku zdobędzie jeszcze kilka nagród za debiut i ogólnych. W końcu Łyskawa pracował nad książką osiem lat i liczy ona sobie w druku ponad 500 stron, a to podoba się krytykom i jurorom, spragnionym długiej polskiej powieści.
Jednak problem może się pojawić na linii autor–czytelnik. Ale nie będę generalizował, napiszę, co ze mną zrobiła ta książka, gdy przeczytałem jej pierwszych pięćdziesiąt stron. Nie zrobiła nic. A co więcej – mocno mnie zirytowała. Po tak skromnej dawce tej lektury (dokładnie jednej dziesiątej) nie wiem, kim jest narrator, kim jest bohater (bohaterowie), jaki jest zarys fabuły i w ogóle o co chodzi. Książka wydaje mi się bardzo hermetyczna i aczytelna. Czyli tak – krytykom zdecydowanie się spodoba i będą porównywać autora do Davida Fostera Wallaceʾa i innych literackich tuzów. Ale dla kogo pisze się książki?
Po drugiej stronie barykady umieściłbym Pustostany Doroty Kotas (ur. 1994). Jej debiut przyniósł jej Nagrodę Literacką Gdynia oraz Nagrodę Conrada. Ale książka ta, mimo zachwytów krytyków i jurorów, jest czytelna, komunikatywna. W dodatku skrzy się humorem, specyficznym i swoistym dla autorki – czego nie ma zupełnie u Łyskawy. Po przeczytaniu pięćdziesięciu stron mam ochotę na więcej, na resztę. Książka liczy sobie 180 stron i zapewne autorka nie przeznaczyła na jej pisanie ośmiu lat – ale czy już nadeszły czasy, że literaturę zaczynamy mierzyć liczbą stron oraz czasem poświęconym na powstanie dzieła?
U Kotas liczy się język, jej własny, ale też poetycki. U Łyskawy mamy hermetyczną konserwę. Zróbmy drugi ważny test – test pierwszego zdania. U Łyskawy, pomijając pierwsze zdanie swoistego wstępu („majones, Harv?”), pierwsze prawdziwe zdanie brzmi:
„Na początku ciemna plama, która nie jest pustką, bo szeleści i pohukuje.”
Niby poetycko, ale ktoś wie, o co chodzi? Teraz Kotas:
„Wczoraj znalazłam w szafie latarnię morską.”
Też poetycko, ale od razu zachęca do dalszego czytania. Jak to – w szafie latarnię morską? Co to znaczy? Czym jest ta latarnia morska?
Podsumowując, z mojej perspektywy książki Prawdziwa historii Jeffreya Watersa i jego ojców nie warto czytać więcej, niż 50 stron. Pustostany zaś zamierzam czytać dalej, a myślę, że będę do tej pozycji wracał i chętnie wezmę do rąk kolejne książki tej autorki. Ale wy zróbcie, jak uważacie. Tylko, żeby nie było, że nie ostrzegałem. Krytycy i jurorzy nagród literackich nie zawsze mają rację. Nieraz się mylą, nieraz ich werdykty trafiają w punkt. Czytajcie, porównujcie, szukajcie swoich autorów. Nie wszystko trzeba lubić, nie wszytko trzeba kontynuować po pierwszych pięćdziesięciu stronach.
Tomasz Krakowiak
